6 lut 2019

Schwytany wczoraj. Dziennik wojenny Tony’ego B. Lumpkina



Książka ta powinna zwrócić uwagę wszystkich zainteresowanych życiem jeńców wojennych w Oflagu 64. Została opublikowana w 2017 roku w USA, ale pierwotnie spisana została jako dziennik wojenny ponad siedemdziesiąt lat temu. Opisany w nim został przebieg służby wojskowej w czasie II wojny światowej, niewola w Oflagu 64 oraz powrót do domu kapitana Tony'ego B. Lumpkina. Tym, co wyróżnia ten pamiętnik z II czasów wojny światowej jest to, że dostarcza on  informacji, które przez dziesięciolecia były niejawne, na temat prowadzonego przez Departament Wojny pod auspicjami programu MIS-X przemytu kontrabandy (np.: mapy, kompasy, radia) do obozów jenieckich w paczkach z pomocą humanitarną od fikcyjnych organizacji. Książka ta jest szczególnie interesująca dla badających historię Oflagu 64, ponieważ pozwala na wgląd w codzienność obozowego życia począwszy od 6 czerwca 1943 r., kiedy to do Szubina przybyli pierwsi amerykańscy oficerowie, do chwili ich wymarszu w dniu 21 stycznia 1945 r. Lumpkin opuścił Szubin 29 stycznia 1945 r., a więc także przedstawiane są pierwsze dni jego wolności w Szubinie. W trakcie lektury tego dziennika jenieckiego wybrałem kilka wpisów opisujących nie tylko życie jeńców w Oflagu 64, ale także obraz Szubina w czasach okupacji. Poniższe zapiski są oczywiście znacznie okrojone, aby ich lektura stanowiła zachętę do sięgnięcia po książkę.

2. kwietnia 1943 (schwytany wczoraj) – (…) Opuszam Sfax z pięćdziesięcioma innymi w dwóch wagonach towarowych w kierunku Tunisu. Wagony były małe – gorąco jak w piekle. (…). Jeden z narożników wagonu służył jako latryna (...)

19. kwietnia 1943 – Jestem głodny jak diabli i naprawdę próbowałem złapać psa, który biegał po obozie. Oakes i ja jesteśmy gotowi zjeść go na surowo. Na szczęście dostaliśmy paczki z Czerwonego Krzyża (…).

6. maja 1943 – Kolejna śmieszna rzecz jaka się wydarzyła i ilustruje niemiecką mentalność: W czasie podróży pociągiem przez Brenner byliśmy liczeni co godzinę. (…) Niemcy byli bardzo skuteczni! Dobrym przykładem ich durności jest następujące zdarzenie: W czasie jednego z takich cogodzinnych inspekcji wywołaliśmy w przedziale takie zamieszanie, że byli w stanie doliczyć się tylko 6 osób. Obudzili Oakesa i zapytali go gdzie jest siódmy. Oakes wskazał na podłogę gdzie leżał hełm i powiedział: “Oo, schował się pod hełmem.” Wierzcie lub nie, ale oficer rzeczywiście podniósł hełm, aby sprawdzić czy Amerykanin może się tam ukrywać!

10. maja 1943 – Padał deszcz i było nieprzyjemnie prawie przez cały dzień. Dostałem zaproszenie, żeby wyjść na zewnątrz i coś zjeść. Żadnego jedzenia, ale za to dużo rozmów. Słyszałem, że kanarek śpiewa bardzo słodko. (Obóz miał radio ukryte przed Niemcami i byliśmy w stanie każdej nocy wysłuchiwać wiadomości nadawanych przez BBC. Po ich wysłuchaniu wieści były podawane dalej ustnie do innych budynków przez kilku “redaktorów”.) (...)

6. czerwca 1943 – (…) W końcu dotarliśmy do Altburgund (Szubin, Polska), gdzie był nasz nowy obóz – 21B. Znajdowała się tu grupa jeńców radzieckich. Dziś w nocy śpiewali i ich śpiew był całkiem niezły. Jesteśmy zakwaterowani w dużym budynku, który musiał przedtem być szkołą, ponieważ ma duże pokoje mieszkalne na końcach i pomieszczenia administracyjnie pomiędzy nimi.

27. czerwca 1943 – Poszliśmy z Dicksem i Smithem do kościoła (na nabożeństwo katolickie) w naszej małej obozowej kaplicy. Przy okazji, ten kościółek znajdujący się wewnątrz obozu, jest oddzielony od reszty budynków drutem kolczastym i całkowicie wykluczyliśmy go z możliwości wykorzystania do ucieczek.

22. lipca 1943 – Nie ma jeszcze list, ale nazwiska wytypowano drogą losowania. Nie zostałem uwzględnionych, dlatego jestem rozczarowany. Podobnie Smitty; jednakże Dicks się załapał. Prace rozpoczęto wśród hałasu i wzmożonego ruchu. Zbyt duża reklama! (Dwie ostatnie pozycje dotyczą naszego pierwszego tunelu, który zaczęliśmy drążyć i komitet bezpieczeństwa wybrał tych, którzy mogliby nim uciec. Było jednak za dużo hałasu i swobodnych rozmów na ten temat. Obawiam się, że w tej sytuacji nikomu nie uda się stąd wydostać).

2. sierpnia 1943 –  (…) Popołudniu [drogą przed obozem] przemaszerowali chłopcy i dziewczęta z Hitlerjugend. (…) Ser z niemieckiego przydziału jest z pewnością robaczywy.

 Grupowe zdjęcie amerykańskich jeńców Oflagu 64 wykonane podczas wyjścia poza obóz.

5. sierpnia 1943 – Wyszliśmy warunkowo poza obóz i widzieliśmy zarys okopów wojskowych. Rozumiem, że na tym obszarze aktywne są resztki polskiego ruchu oporu. Widziałem wiatrak i wojskową drogę. (Może to odnosić się do terenu ogrodzonego drutem kolczastym. Drut był zardzewiały i prawdopodobnie teren ten był kiedyś również przeznaczony dla więźniów.)

13. sierpnia 1943 – Nadeszło 1995 paczek z Genewy. Zaginęło pięć z Brytyjskiego Czerwonego Krzyża i jedna paczka z papierosami. Niemcy odgrażają się, że rozstrzelają sprawcę, gdy ten zostanie ujawniony. Jeden z niemieckich strażników na stacji kolejowej dał mi butelkę piwa. Na lokalnym kościele wisi tabliczka: “Polakom wstęp wzbroniony”. Podobne znaki widnieją na wielu firmach i sklepach w miasteczku.

16. września 1943 – (…) Miałem możliwość być w domu Willi’ego Kricksa. Było bardzo miło. Po służbie jest lokalnym drukarzem. Niektóre domy w tej wiosce są przeznaczone tylko dla Polaków.

19. września 1943 – Przez większość dnia uzupełniałem księgi dotyczące paczek i nie zdążyłem na mszę. Młodzież z Hitlerjugend, która biwakuje gdzieś w pobliżu, przemaszerowała dziś ulicą z tymi swoimi werblami, sztandarami i krótkimi spodenkami.

20. września 1943 – (…) Pięciu włoskich oficerów jest w Szubinie. Niemcy mówią, że zostali skierowani do tego obozu. Jeden z nich jest generałem. Dziś jest tu poselstwo szwajcarskie. Dostałem paczkę z domu, ale słodycze zostały usunięte (…)

[Specificzna] poza kapitana Lumpkina podczas wykonywania przez Niemców fotografii do dokumentów.

24. września 1943 – Wczoraj Popakofki, tłumacz z komendantury, wykonał mi fotografię do dokumentów.

30. września 1943 – (…) Byłem zaskoczony słysząc jak jeden z polskich robotników mówił dziś po angielsku. (…) Ci ludzie są sprowadzani do obozu w celu wykonywania specjalistycznych prac, takich jak naprawa pieców, urządzeń elektrycznych, itp. Niemieccy strażnicy w magazynie paczek mówią, że dla Niemiec nadeszły ciężkie czasy. Wiedzą, że wycofują się na obu frontach.

5. października 1943 – Dziś miała miejsce pospieszna próba ucieczki czterech oficerów, ale się nie powiodła.

6. października 1943 – Van Vliet, Chappel, Aten i Higgins próbowali zbiec przecinając druty lecz zostali złapani na gorącym uczynku z mapami, narzędziami, prowiantem, itp. Niemcy błyskawicznie zwołali apel. Mieli trudności w policzeniu nas wszystkich zanim w końcu udało im się połapać i jak później się okazało Schultz zasnął na górze i nie został policzony. Czy to możliwe, że Niemcy sami nie wiedzą, ilu więźniów jest w obozie?

10. października 1943 – Gestapo przybyło zgodnie z planem i przeszukało pokoje wszystkich czterech, którzy uciekli. Było sporo emocji i szalonego pośpiechu, żeby zdążyć wszystko ukryć. Oberst Schneider (brzmiący jak byk) wyszedł i dał nam wykład, który został przetłumaczony przez Minnera (brzmiącego jak mysz). Treścią wykładu było: “Nie próbujcie ucieczek, albo zostaniecie rozstrzelani”.

10. grudnia 1943 – (…) Jeden z jeńców zrobił choinkę i przystroił ją puszkami.


25. grudnia 1943 – Jake dał mi spróbować tego, co upędzili. Dostałem wiele życzeń świątecznych. Myślałem o domu i dzieciach.

31. grudnia 1943 – Dzisiaj jest wielkie przyjęcie, z dużą ilością gier hazardowych, gier losowych, oczywiście na lagermarki. To niesamowite, co ludzie potrafią zorganizować improwizując. Dostałem paczkę z papierosami od Betty.

13. stycznia 1944 – Dr. Jacobs (Paul G.) zaplombował mi ząb i wykonał bardzo dobrą robotę. Jego wiertło wykonane było z małego gwoździa, który odpowiednio naostrzył i utwardził. Jednym z aparatów, który został przeszmuglowany do obozu wykonaliśmy zdjęcie grupy z Missouri oraz mieszkańców pokoju nr 21.

24. lutego 1944 – Por. Curtis Jones zranił się w nogę bochenkiem chleba, który spadł jego szafki. Wszyscy jesteśmy przekonani, że ten chleb jest robiony z drewna.

27. lutego 1944 – Czytałem a potem przeszedłem się po terenie na świeżym powietrzu. Zauważyłem, że większość Niemców, którzy mieli dziś wolne była pijana jak messerschmitty, ale nie wiem dlaczego.

8. marca 1944 – E.S.U. (Niemiecki Czerwony Krzyż) i Szwajcarzy są tutaj. Niemcy chcą zrobić kilka zdjęć stołów nakrytych obrusami i zastawionych czymś, co wygląda na obfite parujące posiłki. Płk. Drake odmówił współpracy. On z pewnością wie jak poradzić sobie z Niemcami. Oświadczył, że nie będzie robionych żadnych zdjęć, chyba że będą przedstawiać rzeczywiste warunki.

Jeniecka karta identyfikacyjna Tony’ego Lumpkina.

17. marca 1944 – Popołudniu, pod strażą, pomaszerowaliśmy do kina zobaczyć krótkometrażówkę o tym, jak opiekować się dzieckiem, kronikę filmową i kolorowy film pt.: “Women are Better Diplomats.” Wszystko w języku niemieckim, jednakże cieszyła nas możliwość wyjścia na zewnątrz.  Nasz własny zespół teatralny wystawił wieczorem sztukę – “The Man Who Came to Dinner”. Była bardzo dobra i cieszyła się także zainteresowaniem kilku Niemców, którzy przyszli ją obejrzeć – oczywiście uzbrojeni w karabiny.

10. kwietnia – Jako kolejne hobby podjąłem się szczepienia kilku pączków w niektórych jodłach. Miałem ostrą kłótnię (używając mojego słabego niemieckiego) z dwoma brązowymi koszulami na zewnątrz. Wysiedli z ich wozu, żeby pobić Polaka, który nie odpowiedział na ich nazistowskie pozdrowienie. Są najgorszymi łobuzami, jakich kiedykolwiek widziałem.

23. kwietnia 1944 – Żadnej poczty. Chłopcy jakoś idą do przodu, ale ich postępy są marne. (Jestem przekonany, że chodzi o tunel. Kilka razy o mało nas nie złapali. Pewnego razu sufit w jednym z pokoi zawalił się pod wpływem ciężaru urobku przechowywanego na górze. Wierzcie lub nie, ale praktycznie przyszyliśmy tynk z powrotem do sufitu. Innym razem, ponieważ wejście do tunelu znajdowało się pod starym piecem, ledwo zdołaliśmy odstawić ten piec na miejsce, kiedy to Niemcy niespodziewanie pojawili się by przeszukać budynek.)
(Staraliśmy się, żeby Niemcy byli zajęci szukaniem tuneli w oczywistych miejscach. Dwa przykłady są godne przywołania na tych stronach. To była ta pora roku, w której zwykle należy przekopać ogródek, więc powiedziałem Knorrowi, że zdradzę mu sekret o tym, że byłem trzymany z dala od grupy planującej ucieczkę, podczas gdy Ci budowali tunel, ale nie pozwolili mi w tym uczestniczyć. Kiedy spytał, gdzie ten tunel ma się znajdować, zasugerowałem, że w obrębie ogrodu. Następnego dnia grupa 150 Niemców pojawiła się ze szpadlami i przekopała cały teren i w ten sposób pięknie przygotowali nam ziemię, żebyśmy mogli się zająć jej uprawą!)
(Innym razem zastosowaliśmy podstęp, w który zaangażowani byliśmy ja i  dr. Jacobs. Kpt. Jacobs i ja zasugerowaliśmy, że jesteśmy w konflikcie i od dwóch czy trzech dni mocno się kłócimy. Jednego dnia, gdy Knorr przechodził obok jednego z budynków, wybiegłem z pudłem pełnym piasku by rzucić nim w Jakobsa. Jake widział, że się zbliżam, uchylił się i pudło upadło u stóp Knorra. Pudło było pełne bardzo żółtego piasku, który występuję w rejonie Szubina na głębokości jakieś 25 cali. Następnego dnia przyszli Niemcy i wykopali w tym miejscu piwnicę).

2. maja 1944 – Pojawiły się trzy kolejne „paczki bezpieczeństwa”. Często zastanawiam się, co stanie się gdy jedna z tych paczek będzie miała zerwaną etykietę i zostanie przypadkowo otwarta przez niepowołaną osobę.

6. maja 1944 – Czytam kilka detektywistycznych noweli. Larry Allen dostał trochę wina z Hiszpanii. Po niemałym zamieszaniu z Niemcami powiedzieliśmy w końcu, że to na cele religijne i udało się złapać butelkę na czas. Trzymaliśmy wszystkie butelki zanim cała paczka zostanie przepuszczona. Dziś wieczorem mieliśmy niezłą popijawę.

16. maja 1944 – Pijacy wydostali się wczoraj w nocy na krótko. Trzech złapano, ale dwóch wciąż jest na wolności. Van Vliet nie dał rady wyjść z celi, ponieważ nie mógł otworzyć zamka. Dwóch zostało złapanych o zmierzchu. (…)

17. maja 1944 – Spodziewamy się przeszukania gestapo. Na wszelki wypadek ukryłem ten dziennik.

18. maja 1944 – Higgins i Aten zostali złapani i przyprowadzeni przez Niemców, ale nie pozwolili, by płk. Drake z nimi rozmawiał. Natychmiast odpalił list do Szwajcarów. Ten facet wie jak postępować z Niemcami.

25. maja 1944 – Dwa wozy Polaków przejeżdżały dzisiaj i odpowiedzieli na nasze pozdrowienie machając do nas. Zostali natychmiast zatrzymani przez Niemców i wysłani do obozu koncentracyjnego.

17. czerwca 1944 – Ogród został podzielony na części, które przypisano poszczególnym mesom. Moja mesa jest odpowiedzialna za grządkę buraków. Puszczając plotkę, że kopany jest tam tunel, załatwiliśmy pluton do przekopania grządek! *

* To była jedna z ulubionych opowieści kapitana Lumpkina. Kiedy rozpoczęły się prace w obozowym ogrodzie, okazało się, że podłoże jest niezwykle trudne do obróbki narzędziami ogrodowymi, które mieli do dyspozycji. Po prostu rozpowszechnili plotkę, że w tym rejonie kopany jest tunel i Niemcy sprowadzili pluton, który przekopał ziemię w poszukiwaniu tunelu, a przy okazji rozprowadzili urobek [z tunelu] po ogrodzie.

4. lipca 1944 – Zagrała orkiestra SS. Odegrali nawet nasz hymn (Star Spangled Banner), ale nie dostarczyli nam flagi. Było wiele imprez rozrywkowych, wyścigi konne, imprezy sportowe, itp.

Od lewej: Porucznik LeRoy Ihrie, kapitan Tony Lumpkin, porucznik Henry Haynes i porucznik Amon Carter Jr. w oknie magazynu paczek w Oflagu 64.

28. sierpnia 1944 – Ponowne sprawdzenie magazynu paczek. (Jestem przekonany, że odnosi się do przeszukania przez Niemców całego magazynu. Ktoś rozsypał trochę piasku przed budynkiem dając im świetną sugestię, że budujemy pod nim tunel).

10. października 1944 – Nadeszło 2280 prywatnych paczek, ale zostały zatrzymane przez Zimmermana i LeViseura w Żninie. Niezwłocznie zaprotestowaliśmy. Także, 25 worków poczty nadeszło niemiecką pocztą, ale zostały zatrzymane w komendanturze. Niemcy powtarzają, że według rozkazów możemy mieć w rękach tylko tygodniowy przydział, a później mówią, że możemy mieć tylko dzienny przydział żywności i papierosów. Protestujemy.

17. listopada 1944 – Niemcy kopią wiele dziur wokół obozu. Przygotowują się na bombardowania czy to na antytunelowe urządzenia sejsmograficzne.

23. listopada 1944 do 19. grudnia 1944 – Wiele się wydarzyło w tym czasie, ale musiałem ukryć dziennik na wiele dni. Byliśmy bez paczek przez jakieś sześć tygodni, a potem przyjechały aż trzy wagony. Część paczek przechowują w Żninie. Nalegałem, aby udać się do Żnina, by zobaczyć, gdzie są przechowywane. Okazało się, że skonfiskowali polski kościół katolicki, usunęli ławki i był to teraz nasz magazyn. Wyładowałem część paczek i miałem okazję porozmawiać z kilkoma Polakami.

27. grudnia 1944 – Niemcy ogłosili komunikat o wyroku skazującym ppłk. Schaefera i por. Smitha na rozstrzelanie za utrudnianie wykonywania obowiązków niemieckiemu strażnikowi na służbie. Jeśli ten dziennik kiedykolwiek dotrze do Waszyngtonu, to jedynym sposobem, w jaki utrudniali, było wyrażenie  sprzeciwu wobec umieszczenia rozkazu na tablicy ogłoszeń.

3. stycznia 1945 – Mamy tu kilku Polskich oficerów jako jenców. Dokładamy wszelkich starań, aby chronić ich pełną tożsamość, ponieważ niektórzy z nich pochodzili z tego samego obszaru Polski.

20. stycznia 1945 – Nie ma żadnej inspekcji, ale dostajemy rozkaz gotowości na przeniesienie. Droga przed obozem jest wypełniona uchodźcami, wszyscy kierują się na wschód. Wygląda to dokładnie tak, jak kronice filmowej.

27. stycznia 1945 – Mniej więcej jedna trzecia budynków w Szubinie została spalona. O dziwo, okazuje się, że kierownik stacji w Szubinie był liderem w polskiego podziemia, natomiast teraz został burmistrzem Szubina. Drukarnia Willie’go Kricksa została także spalona i nie było ani śladu Willie’go i jego rodziny.

STRONA PROMUJĄCA KSIĄŻKĘ:

Captured Yesterday
The Wartime Diary of Tony B. Lumpkin
 




© Tony B. Lumpkin
Copyright © for the Polish translation by Mariusz Winiecki 

5 lut 2019

Captured Yesterday. The WWII Diary of Tony B. Lumpkin.



This book should get the attention of everyone interested in the POWs life in Oflag 64. It has been published in the U.S. in 2017 and originally it has been written as a war diary more than seventy years ago. The book covers the WWII service, capture, imprisonment at Oflag 64 and home odyssey of Capt. Tony B. Lumpkin. What makes special this WWII diary is that it provides information, which was classified for decades, about smuggling of contraband (e.g.: maps, compasses, radios) into POW camps under auspices of MIS-X program operated by Department of War via the fake relief organization packages. Especially, the book is interesting for the Oflag 64 history researchers, as it keeps day by day track of the days of this camp from June 6, 1943, when the first US officers arrived in Szubin until they were marched out on January 21, 1945. Lumpkin has left Szubin on January 29, 1945, so also the first days of his freedom in Szubin are portrayed. Reviewing his WWII diary I’ve chosen several entries giving insight view into the life in captivity and a picture of life in Altburgund. The below entries however are edited cut, so the reader is encouraged to look in the book.

April 2, 1943 (Captured yesterday) – (…) Left Sfax in two boxcars with 53 others for Tunis. Cars were small – hot as the devil. (…). One corner of the boxcar was used for a latrine. (...)

April 19, 1943 – (…) I’m hungry as hell and really tried to catch a dog that is running about the camp. Oakes and I are ready to eat the dog raw. Luckily we received and individual Red Cross parcel (…).

May 6, 1943 – (...) Another funny thing which happened and it illustrates the German mentality: We were counted each hour on the train trip through the Brenner. (…) The Germans were very efficient! A good example of their stupidity would be: On one of the hourly inspections we were so tangled up in the compartment that they were able to count only 6 men. They awakened Oakes and asked him where the seventh man was. Oakes pointed to the floor where a helmet was sitting and said, “Oh, he is under the helmet.” Believe it or not, the officer actually picked up the helmet to see if the American could be hiding there!

May 10, 1943 – Rained and was disagreeable almost all of the day. Had an invitation out to eat. No food, but plenty of conversation. Heard the canary sing very sweetly. (This camp has a radio hidden from the Germans, and are able to get the BBC news each night. After it has been received it is then distributed through several “editors” to the various buildings by word of mouth.) (...)

June 6, 1943 – (…) We finally get to Altburgund (Schubin, Poland), where we started a new camp – 21B. There was a group of Russian G.I.’s as POWs here. Tonight they sang, and their singing was very good. We are quartered in a large building that must have been a school at one time, as there are barracks rooms on the ends and administrative cubicles between the large rooms.

June 27, 1943 – Went to church (Catholic) in our small prison church with Dicks and Smith. By the way, this church is inside the compound, separated from the rest of the camp with a barbed wire fence, and we have made it off limits for any escape plans.

July 22, 1943 – No lists yet, but names selected by lot. Am not included and am disappointed. So was Smitty; however, Dicks was on the list. Work started amidst much noise and traffic. It is too well advertised! (These last two items refer to our initial tunnel which was started and the security committee selected those who would be the ones to go through the tunnel. However, there was entirely too much noise and loose talk about this matter. I am afraid that it will not come to a full conclusion of getting anyone out).

August 2, 1943 –  (…) In the afternoon the Hitler Jügend and Mädchen marched by. (…) The German issue of cheese definitely has worms in it.

 Oflag 64 group photo taken during a parole walk.

August 5, 1943 –We went on a parole walk and saw the outline of some military trenches. I
understand that this area contained some of the very last Polish resistance. Saw a windmill and the military road. (It could be that this refers to the outline of an old barbed wire compound. The wire was rusty, and it probably was a prisoner compound at one time.)

August 13, 1943 – 1995 parcels arrived from Geneva. Five British Red Cross and one tobacco parcel lost The Germans state they will shoot the culprits when found. One of the German guards at the railroad station gave me a bottle of beer. The local Church has a sign on it forbidding Poles to enter. This sign is also on certain other businesses in the community.

September 16, 1943 – (…) Had a chance to be in Willie Krick’s home. It was very nice. When he is not soldiering, he is the local printer. Certain houses in this village are designated as being suitable only for Poles.

September 19, 1943 – Worked on the parcel hut books most of the day and failed to go to Church. The Hitler Jügend, who are in a camp somewhere near here, marched by today with their drums, banners and short trousers.

September 20, 1943 – (…) There are five Italian officers here in Schubin. The Germans say they are to be turned in to this lager. One is reported to be a general. The Swiss legation was here. Received a box from home, with the candy removed. (…)

Captain Lumpkin ID photo pose.

September 24, 1943 – Had my picture taken yesterday by Popakofki, an interpreter from the Kommandanture.

September 30, 1943 – (…) Was surprised to hear one of the Polish workers speak English today. (…) These men are brought into the camp for specialized work such as repairing the ovens, electrical fixtures, etc. The German guards in the parcel hut say that times are bad in Germany. They know that they are retreating on both fronts.

October 5, 1943 – There was a hurried-up try today by four officers to escape and it failed.

October 6, 1943 – Van Vliet, Chappel, Aten, and Higgins attempt to cut through the wire and are caught red-handed, with maps, tools, food, etc. The Germans immediately had an appeal. They had a very difficult time attempting to count everyone after they arrived at the figure we later found that Schultz was asleep upstairs and had not been counted. Could it be that the Germans themselves do not know how many prisoners are in the camp?

October 10, 1943 – The Gestapo arrived as scheduled and searched the rooms of all the four who had escaped. There was quite a bit of excitement, and a mad rush to get everything hidden. Oberst Schneider came out and gave us a talk (sounding like a bull) which was translated by Minner (sounding like a mouse). The gist of it was, “Do not try to escape or you will be shot”.

December 10, 1943 – (…) One of the POWs has made a Christmas tree and decorated it with tin cans.

December 25, 1943 – Jake gave me a drink that they had distilled. Had many Christmas greetings. Thought of home and the kids.

December 31, 1943 – There is a big party tonight, with much gambling, games of chance, using lagermarks. It is amazing what people can do with improvisations. Received a tobacco parcel from Betty.

January 13, 1944 – Dr. Jacobs (Paul G.) filled a tooth for me and did a very good job. His drill was made from a small nail which he had fashioned into a bit and had hardened. With one of the cameras which had been sneaked into camp, was able to get pictures of the Missouri group and the occupants of #21.

February 24, 1944 – Lt. Curtis Jones injured by a loaf of bread falling from his locker on his foot. We are all certain that this bread is made from wood.

February 27, 1944 – Read and then took a walk around the compound in the fresh air. Noticed that most of the Germans off today were drunk as coots this afternoon but do not know why.

March 8, 1944 – E.S.U. (German Red Cross) and the Swiss are here. The Germans want to take some pictures showing the tables with tablecloths on and what looks like big steaming meals. Col. Drake refused to cooperate. He sure knows how to handle these Germans. He stated no pictures were to be taken unless they show the actual conditions.

Tony Lumpkin’s POW ID.

March 17, 1944 – We were marched to a picture show under guard in the afternoon to see a short on the care of babies, a newsreel, and a color film, “Women are Better Diplomats.” All speech was in German; however, everyone enjoyed getting out. Our own theatrical group put on a play – “The Man Who Came to Dinner” at night. It was very good and even attended by several Germans – armed with rifles, of course.

April 10, 1944 – As another hobby, I have undertaken the grafting of a few buds in some fir trees. Got in a hot argument (using my poor German) with two brown shirters outside the fence. They had just gotten down from a wagon to beat up a Pole for not returning the Nazi salute. They are the worst bullies I have ever seen.

April 23, 1944 – No mail. The boys are getting along O.K. but their signs are faint at times. (I believe this refers to the tunnel. There were several times we were almost caught. One time the ceiling of one of the rooms fell in from the weight of the dirt we had stored above. Believe it or not, we actually sewed the plaster back to the ceiling. Another incident this tunnel started out through an old
stove, and we barely got the stove back in place before the Germans arrived for an unexpected search of the building.)
(We kept the Germans busy looking in the obvious places for tunnels, two of which are worthy of reporting on these pages. It was the time of year to dig up for our garden, so I told Knorr that I was going to let him in on something – that I had been kept out of the escape group and the others were building a tunnel but would not let me participate. When he asked where the tunnel was I insinuated
that it was in the garden area. The next day a group of 150 Germans came in with spades and dug up the entire area and broke the ground up nicely for us to do our planting!)
(Another one was a trick employed by Dr. Jacobs and myself. Capt. Jacobs and I let it be known that we were feuding and on the verge of a fight for two or three days. One day, as Knorr was walking past one of the buildings, I rushed out with a box of sand to throw at Jacobs. Jake saw it coming, dodged and the box fell at Knorr’s feet. The box contained this very yellow sand which is about 25’
below the surface in the Schubin area. The following day the Germans came in and dug up the basement.)

May 2, 1944 – (…) Three more security parcels in. I have often wondered what will happen
when one of these parcels has its label torn off and is inadvertently opened by the wrong person.

May 6, 1944 – I am reading a number of detective novels. Larry Allen received some wine from Spain. After much fussing with the Germans, we said it was for religious purposes and were able to get through a bottle at a time. We have held all bottles until the total package could be passed through. Tonight we had a good drunk.

May 16, 1944 – The drunkards got out last night for a short time. Three were caught and two are still out. Van Vliet was unable to get out of the “bunker” as he could not work the lock. Two were caught about twilight. (…)

May 17, 1944 – We are expecting a Gestapo search. Just to play it safe I have hidden this diary.

May 18, 1944 – Higgins and Aten are caught and returned by the Germans, but they would not let Col. Drake talk to them. He immediately fired off a blistering letter to the Swiss. That guy certainly has the measure of the Germans.

May 25, 1944 – Two wagon loads of Polish peasants drove by today and returned our greetings by waving to us. They were immediately picked up by the Germans and sent to a concentration camp.

June 17, 1944 – The garden space has been broken up and assigned by messes. My mess is to take care of the beets. By dropping a hint that there is a tunnel in that area we got a platoon in here digging it up!*

* This was one of Captain Lumpkin’s favorite stories. When the camp started work in a garden, they found the ground extremely hard to work with the garden tools they had. They simply started a rumor that there was a tunnel in the area, and the Germans brought in a platoon to dig up the soil looking for a tunnel and, therefore, loosen the dirt for their garden.

July 4, 1944 – The SS band played. We even had the Star Spangled Banner, but they didn’t furnish us a flag. There were many carnival activities, horse races, athletic events, etc.

From left to right: 1st Lt. LeRoy Ihrie, Captain Tony Lumpkin, 1stLt. Henry Haynes, and 1st Lt. Amon Carter Jr. in the “Parcel Hut” at Oflag 64.

August 28, 1944 – Recheck our parcel hut. (Believe this refers to a search by the Germans of the entire parcel hut. Somebody had disturbed some dirt underneath the building and they have great ideas that we are building a tunnel from the parcel hut).

October 10, 1944 – 2280 private parcels arrive and are held up by Zimmerman and LeViseur at Dietfurt. We immediately protest. Also, 25 sacks of mail have come in by Reichspost and are held at the Kommandanture. The Germans repeat that they have an order saying that we may have only one
week’s supply on hand, and later say that we can have only one day’s supply of food or cigarettes. We protest.

November 17, 1944 – The Germans are digging many holes around the camp. Are they getting ready to blast, or is this for a seismograph device to learn if we are digging tunnels.

November 23, 1944 to December 19, 1944 – Much has happened, and this had to be hidden for many days. We have been without parcels for some six weeks, and then three cars came in. They are storing some of the parcels at Dietfurt. I insisted on going over to Dietfurt to see where they were stored. It turned out they had confiscated a Polish Catholic Church, moved out the pews, and that was our warehouse. I unloaded some of the parcels and had a chance to talk to some of the Poles.

December 27, 1944 – The Germans announce a special order sentencing Lt. Col. Schaefer and Lt. Smith to be shot for obstructing a German guard in the performance of his duty. If this book ever gets back to Washington, the only obstruction they gave was to protest the posting of an order on a bulletin board.

January 3, 1945 – We have several Polish officers here as POWs. Every effort is being made to protect their full identity, as some of these men actually came from this same general area of Poland.

January 20, 1945 – We have no inspection, but do get an alert order to move. The road in front of the camp is filled with refugees, all of them heading east. It looks just like what one sees of war pictures on the newsreels.

January 27, 1945 – About one-third of the buildings in Schubin had been burned down. Strangely enough, it appears that the Bahnhofmeister (station agent) at Schubin was actually a leader in the Polish underground, as he was now apparently a Bürgermeister for the village of Schubin. Willie Krick’s printing shop was burned down and there was no sign of Willie or his family.

FOR MORE GO TO:

19 gru 2018

How the residents of Szubin helped to allied POWs part 2.

The below text is the continuation from the first part of the article by Czesław Sobecki published in Gazeta Pomorska. This second part was published a week later in the weekend issue (1/24-25/1970).

***


Planning to escape, Bryks and his colleagues also have thought about civil clothing and documents. Civilian clothes, as well as black paint necessary for the "modification" of uniforms into civilian clothes, were provided by Poles. Jachalski gave his camera, which the future escapees used to take the passport photos. Films were developed at Henryk Szalczyński's. He also has made the prints. The forms necessary for identity documents (the so-called Kennkarte) were reportedly provided by Ignacy Kowankowski who worked in the Municipal Office. Erdmann secured Nazi revenue stamps, rubber stamps were forged by the POWs themselves, who, as rumors say, have arranged a makeshift printing house in the camp.

From the story told by Jachalski and Erdmann, we learned that the person who used to provide permanent assistance to English prisoners, and who was Bryks' liaison officer, was a saleswoman of the colonial shop Stefania Maludzińska (now Rakoczy). Miss Stefania used to contact Bryks, among others, via a 14-year-old Stefan Frankiewicz, who as a trained tinsmith-fitter was also employed in the POW camp.


– I often carried them food from the city and civilian clothing – tells Stefan Frankiewicz (who currently lives in Bydgoszcz). I have contacted mainly the Czech major in the RAF uniform. He asked me to deliver shovels, "lineman's pliers" and other tools that I had provided for him. They needed these tools to dig the tunnel. He also confided me in the plans of escape and shortly before it he asked for maps of Germany and Poland. The place of our meetings (about which did not know even my older companion Wilhelm Musialik) was a boiler room. Also, a farewell to the nice Czech and his English colleagues took place there. We exchanged commemorative post stamps. They warmly thanked me for help. I also received several photos with the signatures and addresses of my friends from the camp. I remember that one of them was called John. We said goodbye with tears in our eyes, promising ourselves that after the victory we will write to each other...

It is time for the account of Stefania Rakoczy (née Maludzińska). As already mentioned, she worked in a colonial shop owned by German, Guenter Jeschke, and she was the first who learned the real name of the Czech major. – I got to know him by letter – through his friend – recalls Ms. Stefania – The latter often used to come to our store for stuff and when he learned that I was a Pole one day he brought a letter written in Polish. The author of the letter was Major Bryks. When we got to know each other better and when the mutual trust between us strengthened, he asked me to rent a camera (as is known Ms. Stefania obtained it from Jachalski). Later, he introduced me to the details of the planned escape. If I remember correctly, it took place at the beginning of March 1943.

This is confirmed by our previous interviewees, although none of them can give an exact date. No wonder, more than 26 years have passed since then. Time must have worn it away - sighed Mrs. Stefania, whom we visited in Toruń, in her bright, fresh-smelling fresh apartment at Jaroczyński Street.

– You ask me how did the escape go? – Well, quite prosaically. Bryks and his friend, an Englishman, left the camp in the morning or at noon in the sewage wagon. Later at night, 45 prisoners of war escaped through the tunnel, which was number of POWs occupying one barrack. As I remember, Bryks and his friend were taken out from the camp by Franciszek Lewandowski. First, they came to my parents' apartment, from where I led them to the Lewandowski's...

So we are looking for Franciszek Lewandowski. Unfortunately, he lives in Zielona Góra, but his cousin Kazimierz lives in Szubin at Nakielska Street. From him, therefore, we learn the fate of the brave Major Bryks and his companions.

– Together with my brother Stanisław and cousin Franciszek, we worked as a farmhand on the Szubin-Wieś estate – Kazimierz Lewandowski began his story – The manager, or in German "Der Treuhänder", was the German named Widerher. Twice a week, we went to the POW camp for a "slurry" from the latrines and toilets. I do not remember exactly from whom, but it seems to me that from Stefa Maludzińska, I've learned that the Czech in English uniform and his colleagues want to escape. We're supposed to help them because Bryks and one of his buddies got the idea to get off in the honey wagon...

According to the original caption on this photograph are the three escapees described in the article. from left: unknown Yugoslavian, Maj. Józef Bryks and presumably the Englishman John Moritz.

I remember that Franek went there with a sewage wagon on Friday, uncoupled his horses, and left the wagon in the camp. He did so because, because the hole through which the slurry was poured into the tanker, was too small and Bryks, who was a sturdy man, could not squeeze through it. Franek said the guards that because there is not enough of liquid manure, he will come back for the honey wagon in two days. In the meantime, Bryks and the Englishman, whose name was, I guess, John Moritz, enlarged the hole and two days later (it was probably on March 4, 1943) they left the camp without any problems. At night, their colleagues escaped through the tunnel.

One of them (he was a Yugoslavian), came to my cousin Tadeusz Lewandowski's apartment. Krawański brought them there. Bryks and Moritz, who had beforehand stopped for an hour at the Maludziński's, were already there. We gave them a warm supper and civil hats. At night, we led them out to the cowshed and "buried" in the hay. They stayed there for over a week. Then, when the danger had passed, we placed them in an empty barn that previously had been thoroughly searched by Nazi gendarmes. We secretly provided them with food there. Stefania Maludzińska and now deceased Marianna Budziak did it too.

The Nazis were unable to capture Bryks and his companions. Relatively easier they captured the remaining escapees. They escaped only to facilitate the task of Bryks and his companions. Only those three seriously thought about escaping. The rest escaped only seemingly.

What happened to Bryks and his two companions?
From the further accounts of Kazimierz Lewandowski and Stefania Rakoczy, we learn that two escapees (provided with food, maps, and documents) left their hiding place on March 28 and by a freight train (Polish train drivers were in whom they would transport) to Bydgoszcz, and from there to the General Government. They were Bryks and the unknown Yugoslavian who wanted to escape to the east.

The third fugitive, the Englishman John Moritz, sprained his leg while escape. He fell into the hands of the Germans near Wieszki, right at the edge of the forest. At the gendarmerie post when interrogated, he made up a story that he was waiting for a British plane that would take him to Great Britain.  – My two colleagues are already there – he said boldly to the Germans.

Meanwhile, Bryks and his Yugoslavian colleague were already in Warsaw, from where they sent letters to their friends in Szubin. Both escapees managed to make contact with the resistance and took part in the Warsaw Ghetto Uprising. The Yugoslavian died during the uprising. Major Bryks was taken a prisoner for the third time and was held in the camp near Królewiec. He sent several letters to Stefania Maludzińska and Tadeusz Lewandowski from there. After the liberation, he returned to his homeland. His recent address is Maj. Józef Bryks, Olomunc, Musejni Street.

It is difficult to say if the other prisoners of war of POW camp in Szubin are still alive and where do they live. It is worth mentioning that for a short time there were among them also Polish airmen fighting along with their British brothers-in-arms. One of them was Henryk Skalski (prisoner No. 3749) who currently resides in Great Britain.

Among other British prisoners of war held in the Szubin camp worth of mentioning is Peter Thomas, the former Undersecretary of the British Ministry of Foreign Affairs. This pilot, who together with his Polish colleagues took part in the famous Battle of Britain was met several years ago in London by the chairman of the board of the Provincial National Council in Bydgoszcz – Aleksander Schmidt. Sir Peter Thomas was shot down over the Third Reich and in 1942 he was sent to POW camp in Szubin. He exactly remembered details of the famous escape from March 1943, in which presumably he took part escaping "as a decoy".

In Texas (USA), lives the former prisoner of war of the camp in Szubin - Amon Carter (junior). To this day, he maintains a cordial contact with a resident of Szubin, Mrs. Prakseda Lewicka (during the occupation she was named Napierała), who helped his friend escaping from the camp. In 1956 Major Amon Carter together with his wife have visited the former POW camp in Szubin and he paid a brief visit to Mrs. Lewicka.

Stefania Rakoczy, among her dearest family memorabilia, stores photos of people she helped during the occupation. The special place among these memorabilia has thanks letter from to the commander-in-chief of the RAF, for the help given to the soldiers of the British Commonwealth during the World War II.

Mrs. Stefania also collaborated with the American POWs. One day one of the guards has noticed that she waved her hand to the Yankees. In July 1944 she was arrested and sentenced to 8 months in prison. The brave woman, however, escaped after two months of imprisonment and after many adventures (it would be worthwhile to write a separate article about it) to Bydgoszcz, and from there to ... Szubin, where - hiding with friends - luckily survived until the liberation.

Repressions of the occupant also affected the mother of Mrs. Stefania, who was sentenced to prison for three months for giving the prisoners of three rolls. Wilhelm Musialik received a similar kind of punishment when during searching of his apartment three English cigarettes were found. The Gestapo did not spare the 14-year-old Stefan Frankiewicz. During brutal questioning, Germans constantly threatened him with a whip. The brave boy did not break down and didn't give up his allied friends. From his story, however, it appears that he almost was broken.


Well, as we previously mentioned, he received from his friends from the camp several photos with autographs and addresses of the POWs. He carried these photos with him all the time, just under the pass to the camp, which he kept in the cellophane frame. During the interrogation, the Gestapo demanded a pass. Only then Frankiewicz realized that he forgot about the pictures hidden under the Ausweis. Fortunately, the Gestapo did not notice that there were pictures under the Ausweis and that there was no failure.

Mother of Frankiewicz, having learned from her son about this incident, burned all the pictures at night, depriving her son of precious, but very dangerous at that time, memorabilia. From those years only remained him a starry badge with the cross in the middle and the French inscription "Honi soit qui mal y pense" (a disgrace to one who thinks bad about it).

CZ. SOBECKI

PS. The author of the article realizes that his account is not full and has shortages. Desiring to complete this story and give a possibly full picture of the events from nearly 27 years ago, the author asks everyone who could provide information on Poles helping to the prisoners of Oflag XXIB in Szubin for a telephone contact or letter contact with the editor. By the way, author wishes to thank Comrade Hieronim Kaproń from the provincial committee of The Polish United Workers' Party for help in collecting the material for the article.

Copyright © for the Polish translation by Mariusz Winiecki

Jak mieszkańcy Szubina pomagali jeńcom alianckim II

Poniższy tekst jest kontynuacją części pierwszej artykułu autorstwa Czesława Sobeckiego, który ukazał się w styczniu 1970 roku na łamach Gazety Pomorskiej. Ta druga część została opublikowana tydzień później, również w wydaniu weekendowym 24/25.01.1970.

***


Planując ucieczkę Bryks i jego koledzy pomyśleli również o cywilnej odzieży oraz o dokumentach. Cywilne ubrania jak również czarną farbę niezbędną do “przeróbki” mundurów na cywilne ciuchy dostarczyli im Polacy. Jachalski ofiarował swój aparat fotograficzny, którym przyszli uciekinierzy wykonywali sobie zdjęcia paszportowe. Filmy wywoływano u Henryka Szalczyńskiego. U niego też robiono odbitki. Niezbędne formularze do dowodów (tzw. kennkart) dostarczył podobno pracujący w Zarządzie Miejskim jako goniec Ignacy Kowankowski. Erdmann postarał się o hitlerowskie znaczki stemplowe, pieczątki podrobili sami jeńcy, którzy jak głoszą wieści, urządzili sobie na terenie obozu prowizoryczną drukarnię.

Z opowiadania pp. Jachalskiego i Erdmanna dowiedzieliśmy się, iż osobą która udzielała stałej pomocy jeńcom angielskim i która była łączniczką Bryksa, była sprzedawczyni sklepu kolonialnego Stefania Maludzińska (obecnie Rakoczy). Panna Stefania kontaktowała się z Bryksem m. in. przez 14-letniego Stefana Frankiewicza, który jako przyuczony blacharz-instalator zatrudniony był również na terenie oflagu.


– Często nosiłem im z miasta żywność i cywilną odzież – opowiada Stefan Frankiewicz (który mieszka obecnie z Bydgoszczy). Kontaktowałem się przede wszystkim z czeskim majorem w mundurze RAF-u. On prosił mnie o dostarczenie łopatek, „kombinerek” i innych narzędzi, które mu dostarczyłem. Narzędzia te potrzebne były do kopania tunelu. Zwierzył mi się również z planów ucieczki i krótko przed nią prosił o mapy Niemiec i Polski. Miejscem naszych spotkań (o których nie wiedział nawet mój starszy współtowarzysz pracy Wilhelm Musialik) była kotłownia. Tam też nastąpiło pożegnanie z sympatycznym Czechem i jego angielskimi kolegami. Wymieniliśmy pamiątkowe znaczki. Gorąco dziękowali mi za pomoc. Otrzymałem też kilka zdjęć z podpisami i adresami moich znajomych z obozu. Pamiętam, że jednemu z nich było na imię John. Żegnaliśmy się ze łzami w oczach, obiecując sobie, że po zwycięstwie będziemy pisywać do siebie…

Pora teraz na relację pani Stefanii Rakoczy (z domu Maludzińska). Jak już wspomnieliśmy pracowała ona w sklepie kolonialnym u Niemca Guentera Jeschkego i pierwsza dowiedziała się prawdziwego nazwiska czeskiego majora. – Poznałam go listownie – przez jego kolegę – wspomina pani Stefania – Ten ostatni przychodził często do naszego sklepu po towar i dowiedziawszy się, że jestem Polką przyniósł któregoś dnia list napisany po polsku. Autorem listu był mjr Bryks. Kiedy poznaliśmy się lepiej i nabraliśmy do siebie zaufania poprosił mnie o wypożyczenie aparatu fotograficznego (p. Stefania uzyskała go jak wiadomo od Jachalskiego). Później wtajemniczył mnie w szczegóły ucieczki. O ile dobrze pamiętam miała ona miejsce w początkach marca 1943 roku.

Potwierdzają to poprzedni nasi rozmówcy, chciaż nikt z nich nie potrafi podać dokładnej daty. Nic dziwnego, przecież od tego czasu upłynęło przeszło 26 lat. Wiele zatarło się w ludzkiej pamięci – westchnęła pani Stefania, którą odwiedziliśmy w Toruniu, w jej jasnym, pachnącym świeżą farbą mieszkaniu przy ul. Jaroczyńskiego.

– Pyta pan w jaki sposób przebiegła ucieczka? – Ano dość prozaicznie. Bryks i jego kolega Anglik wyjechali rano lub w południe z obozu w zbiorniku od gnojówki. Dobiero w nocy tego dnia uciekło przez tunel 45 jeńców, czyli cały jeden barak. O ile pamiętam to Bryksa i jego kolegę wywiózł z obozu Franciszek Lewandowski. Najpierw zawitali do mieszkania mych rodziców, skąd doprowadziłam ich do Lewandowskich...

Szukamy więc Franciszka Lewandowskiego. Niestety, mieszka on w Zielonej Górze, ale w Szubinie przy ulicy Nakielskiej mieszka jego kuzyn Kazimierz. Od niego więc dowiadujemy się dalszych losów dzielnego majora Bryksa i jego towarzyszy.

– Razem z bratem Stanisławem i kuzynem Franciszkiem pracowaliśmy jako parobcy na majątku Szubin-wieś – zaczął swe opowiadanie p. Kazimierz Lewandowski. – Zarządcą, czyli „treuheanderem” był Niemiec o nazwisku Widerher. Dwa razy w tygodniu jeździliśmy do oflagu po gnojówkę z tamtejszych latryn i ubikacji. Nie pamiętam dokładnie od kogo, ale wydaje mi się, że od Stefy Maludzińskiej dowiedzieliśmy się, że Czech w angielskim mundurze i jego koledzy chcą uciec. Mieliśmy im w tym pomóc, gdyż Bryks i jeden z jego kumpli umyślili, aby zwiać w fasie od gnojówki…


Pamiętam, że Franek zajechał tam z fasą w piątek i wyprzegnąwszy konie zostawił ją na terenie obozu. Zrobił to zaś dlatego, gdyż otwór, którym wlewano gnojówkę był za mały i Bryks, który był silnej budowy nie mógł się przez niego przecisnąć. „Wachmanom” Franek powiedział, że ponieważ gnojówki jest za mało, wróci po fasę za dwa dni. W międzczasie Bryks i Anglik, zdaje się, że nazywał się on John Moritz, powiększyli otwór i dwa dni później (było to chyba 4 marca 1943 r.) bez przeszkód wyjechali w fasie z obozu. W nocy uciekli przez podkop ich koledzy.

Jeden z nich (był to Jugosłowianin), przywędrował do mieszkania mojego kuzyna Tadeusza Lewandowskiego. Doprowadził ich tam Krawański. Przebywali tam już Bryks i Moritz, którzy uprzednio zatrzymali się na godzinę u Maludzińskich. Daliśmy im ciepłą kolację i cywilne czapki. Nocą wyprowadziliśmy ich do obory i „zakopaliśmy” w sianie. Przebywali tam przeszło tydzień. Potem, gdy minęło już niebezpieczeństwo ulokowaliśmy ich w pustej stodole, którą uprzednio dokładnie przetrząsnęli hitlerowscy żandarmi. Tam potajemnie dostarczaliśmy im jedzenie. Robiła to także Stefania Maludzińska oraz nieżyjąca już dziś Marianna Budziak.

Hitlerowcom nie udało się ująć Bryksa i jego towarzyszy. Stosunkowo łatwo natomiast ujęli pozostałych zbiegów. Uciekali oni bowiem tylko w tym celu, aby ułatwić zadanie Bryksowi i jego towarzyszom. Tylko Ci trzej myśleli na serio o ucieczce. Reszta uciekała tylko pozornie.

Co stało się z Bryksem i jego dwoma towarzyszami?

Z dalszych relacji Kazimierza Lewandowskiego i Stefanii Rakoczy dowiadujemy się, iż dwójka uciekinierów (zaopatrzona w żywność, mapy i dokumenty) opuściła 28 marca swoją kryjówkę i pociągiem towarowym (polscy maszyniści byli wtajemniczeni kogo będą wieźli) dotarli szczęśliwie do Bydgoszczy, a stamtąd do Generalnej Guberni. Byli to Bryks i nieznany z nazwiska Jugosłowianin, którzy chcieli uciec na wschód.

Trzeci uciekinier, Anglik John Moritz, zwichnął podczas ucieczki nogę. Wpadł w ręce Niemców koło Wieszek, tuż na skraju lasu. Przesłuchiwany na posterunku żandarmerii zmyślił na poczekaniu bajeczkę, iż czekał na samolot brytyjski, który miał go zawieźć do Wielkiej Brytanii – Moi dwaj koledzy już się tam znajdują – oświadczył bezczelnie Niemcom.

Tymczasem Bryks i jego jugosłowiański kolega przebywali już Warszawie, skąd nadesłali listy do swych szubińskich przyjaciół. Obaj uciekinierzy zdołali nawiązać kontakt z ruchem oporu i brali udział w powstaniu w getcie warszawskim. Jugosłowianin poległ w czasie powstania. Mjr Bryks dostał się po raz trzeci do niewoli hitlerowskiej i przebywał w obozie pod Królewcem. Przesłał stamtąd parę listów do Stefanii Maludzińskiej i Tadeusza Lewandowskiego. Po wyzwoleniu wrócił do swej ojczyzny. Jego ostatni adres: Mjr Józef Bryks, Olomonc, Musejni.

Trudno powiedzieć natomiast czy żyją i co porabiają inni jeńcy z Szubińskiego oflagu. Warto nadmienić, iż przez krótki czas znajdowali się wśród nich również lotnicy polscy walczący u boku swych brytyjskich towarzyszy broni. Jeden z nich nazywał się Henryk Skalski (nr jeniecki 3749) i przebywa obecnie w W. Brytanii.

Z innych jeńców brytyjskich przebywających w obozie szubińskim wymienić należy Petera Thomasa, b. podsekretarza w Brytyjskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Pilota tego, który wraz z polskimi kolegami brał udział w słynnej Battle of Britain spotkał przed kilku laty, podczas swego pobytu w  Londynie przewodniczący Prezydium WRN w Bydgoszczy – Aleksander Schmidt. Sir Peter Thomas zestrzelony został na Trzecią Rzeszą w 1942 roku i skierowany do oflagu w Szubinie. Dokładnie pamiętał szczegóły słynnej ucieczki z marca 1943 roku, w której jak należy przypusczać brał udział „uciekając na wabia”.

W Teksasie (USA), żyje były jeniec szubińskiego oflagu Amon Carter (junior). Do dnia dzisiejszego utrzymuje on serdeczny kontakt listowny z mieszkanką Szubina p. Praksedą Lewicką (podczas okupacji nosiła nazwisko Napierała), która udzieliła pomocy uciekającemu z obozu jego koledze. Mjr Amon Carter odwiedził wraz z żoną w 1956 roku b. obóz jeniecki w Szubinie i złożył krótką wizytę p. Lewickiej.

Pani Stefania Rakoczy wśród swych najdroższych rodzinnych pamiątek przechowuje zdjęcia ludzi, którym wydatnie pomagała w czasie okupacji. Honorowe miejsce wśród tych pamiątek zajmuje podziękowanie od głównodowodzącego RAF-u, za pomoc udzieloną podczas ostatniej wojny żołnierzom Brytyjskiej Wspólnoty Narodów.

Pani Stefania współpracowała również z jeńcami amerykańskimi. Jeden z „wachmanów” zauważył któregoś dnia, iż daje ona znaki ręką jankesom. W lipcu 1944 roku aresztowano ją i skazano na 8 miesięcy więzienia. Dzielna niewiasta uciekła jednak po dwóch miesiącach z więzienia i po wielu przygodach i perypetiach (warto by im poświęcić odrębny artykuł) dotarła do Bydgoszczy, a stamtąd do… Szubina, gdzie – ukrywając się u znajomych – szczęśliwie doczekała wyzwolenia.

Represje okupanta dotknęły również matkę p. Stefanii, która za podrzucenie jeńcom trzech bułek, skazana została na tyleż miesięcy więzienia. Podobną karę otrzymał Wilhelm Musialik, w mieszkaniu którego znaleziono podczas rewizji trzy angielskie papierosy. Gestapowcy nie oszczędzili również 14-letniego Stefana Frankiewicza. Poddali go brutalnemu przesłuchaniu, grożąc nieustannie pejczem. Dzielny chłopak nie załamał się i nie wsypał swych alianckich przyjaciół. Z opowiadania jego wynika jednak, że wiele nie brakowało do kompletnej wsypy.


Otóż jak wspomnieliśmy uprzednio, otrzymał on od swych przyjaciół z oflagu kilka zdjęć z autografami i adresami jeńców. Zdjęcia te nosił stale przy sobie, tuż pod przepustką do obozu, którą przechowywał w celofanowej oprawce. W czasie przesłuchania gestapowcy zażądali okazania przepustki. Dopiero wtedy Frankiewicz zorientował się, że zapomniał o znajdujących się pod ausweisem kompromitujących zdjęciach. Na szczęście, gestapowcy nie spostrzegli, że pod ausweisem znajdują się zdjęcia i nie doszło do wpadki.

Matka Frankiwicza dowiedziawszy się od syna o tym incydencie spaliła w nocy wszystkie zdjęcia, pozbawiając syna drogich, ale jakże niebiezpiecznych w owych czasach pamiątek. Z tamtych lat pozostała Frankiewiczowi jedynie gwiaździsta odznaka z krzyżem pośrodku i francuskim napisem „Honi soit qui mal y pense” (hańba temu, który o tym źle myśli).

CZ. SOBECKI

PS. Autor artykułu zdaje sobie sprawę z tego, że relacja jego nie jest pełna i posiada braki. Pragnąc uzupełnić i dać w miarę możliości wierny obraz wydarzeń sprzed blisko 27 lat, prosi wszystkich, którzy mogliby udzielić informacji na temat pomocy ludności polskiej dla więźniów Oflagu XXIB w Szubinie o telefoniczne lub listowne skontaktowanie się z redakcją. Przy okazji pragnie serdecznie podziękować tow. Hieronimowi Kaproniowi z KP PZPR za pomoc udzieloną w zbieraniu materału do artykułu.

5 gru 2018

How the residents of Szubin helped to allied POWs.

The below text is the translation of the article by Czesław Sobecki, published in Gazeta Pomorska in January 1970. The article initiates a series of texts describing the interactions of residents of Szubin with the allied POWs of Oflag XXIB.

***


... just behind the fence, there was a series of three-meter high poles, to which a dozen or so coils of barbed wire were fastened around the main buildings of the Reform School. Directly behind this square-shaped fence was the second one, and German guards were marching back and forth along the fence. With a view of this impassable barrier, involuntarily the thought of escape was associated. I realized at once that it would be an impossibility – writes in his diary Jan Jankowski, a former prisoner of the Nazis, who was interned in Szubin. The camp was located in the buildings of the Provincial Education Center. Its first prisoners were Poles, many of whom supposed never to return to their families. The camp was liquidated in the middle of the January 1940 year. The first period of unbridled Nazi terror ended. Poles breathed a sigh of relief. The buildings of the former Provincial Educational Center were deserted.

Not for long. With the start of the campaign in the West, the Nazis organized here Oflag XXIB, a prisoner-of-war camp for officers. The first transports of French and English prisoners were directed to Szubin in the summer. It was a shocking sight. The gaunt, unshaven officers of the Allied army were dying of exhaustion extending pleadingly their hands for bread. Pulled out by the Nazis from their homes Poles looked with strangled hearts on long columns marching of those who were supposed to bring them freedom. – Pain! Bread! –  the officers were begging. Despite the watchful eyes of a strong escort and local Volksdeutsches, some Poles ran home for food for hungry allies.


Since the appearance of the French and English prisoners, sincere friendship and cooperation between them and the Polish population have been struck up. Thanks to the help of Poles, there were several escapes from Oflag XXIB. The most famous took place in March 1943.

It does not mean that before that the English and French officers did not try to break out. This is indicated, among others in the Nazi German sources. For example, on the night of November 18-19, 1940, two prisoners of war have escaped from the camp in Szubin (German name Altburgund): Michael Heines, prisoner of war no. 411 and Richard Vey, number 3546. Notified about this escape, the head of gendarmerie in Inowrocław who was responsible for this area has informed about it the neighboring administrative districts, including the Poznan District. German sources do not state what was the fate of both refugees. The residents of Szubin do not remember this escape either. They remember relatively well, the so-called Great Escape of March 1943, which we have mentioned above. Around 50 people have escaped and it took place with the support of Poles. however, let's cross one bridge at a time.

At the beginning of December 1969, on the pages of our newspaper, a short mention about the revealing of the 40-meter tunnel has appeared, which in secret from the Nazis was dug at the turn of 1942 and 1943 by the prisoners of Oflag XXIB in Szubin. The traces of this unusual escape tunnel were found during the expansion of the Provincial Youth Education Center. The fact that the tunnel was perfectly masked is evidenced by the fact that it was discovered only after more than 26 years! ...

Alfons Jachalski and Zenon Erdmann talking about their cooperation with the POWs of the Szubin POW camp.

Fragments of this tunnel were shown to us by the head of the Reform School, Alfons Jachalski, and the scoutmaster Zenon Erdmann, lover of the history of Szubin. Both as Polish workers were employed during the occupation in Oflag XXIB, constantly developed by the Nazis. They told us about their contacts with prisoners of war and about the assistance given to them by Szubin residents in organizing the escape.

According to my chatters, there were between 2-5 thousand prisoners of various nations the Szubin camp. Initially, there were French, then English, Yugoslavians, and Americans. In the final phase of the war, Soviet prisoners were also in the camp.

How did the prisoners' contacts with Poles come about?

One of them named Josef Bryks was Czech and he spoke Polish perfectly. From his stories, Poles learned that in 1938 he escaped by plane from Czechoslovakia to France or England and took part in the Campaign of 1940. Shot down over France reportedly escaped from captivity, he joined RAF in the rank of major, and again fought against the Germans. Shot down for the second time in 1942 over the Third Reich, he was taken to the POW camp in Szubin. The swaggering nature and willingness to fight against the Nazis did not allow him to sit behind the wires idly. Together with other prisoners from his barrack, he started to prepare to escape.


Major Józef Bryks was an experienced conspirator. He wanted that in case of fail Nazi repressions cover the smallest number of people. Hence, the individual workers helping the prisoners did not know about each other. Therefore, each of them now knows only a piece of the story of the famous escape of the March 1943. It is hard to knock together from these scraps of memories from almost 27 years ago a complete and consistent story. Therefore, our account will be incomplete and will certainly contain a lot of gaps and understatements. We want to ask for completion of this story those readers who lived in Szubin during the occupation and have had contacts with the prisoners of war of Oflag XXIB.

Let's return to our first chatters: Alfons Jachalski and Zenon Erdmann. The first of them remembered that the tunnel Bryks and his colleagues planned to escape through began to be built in the winter of 1942. The ground was frozen and there was a low risk of collapse. The tunnel was drilled down three meters underground. Nobody was carrying out its measurements, but from the visual inspection we had carried out, the adult man - crawling - could get out through it. The escapees had taken care about getting fresh air into the underground corridor, installing aeration system made of tin cans. The walls of the tunnel were shored up with logs (boards), which were disappearing from the fire on which the tar was boiled by Zenon Erdmann and his brothers. The sand excavated from the tunnel was partially stored in the latrine building (where was an entrance to the tunnel) and carried away in the pocket of coats and uniforms, and when there was no snow it was secretly dispersed around the camp. The exit from the tunnel was just near the nearby forest, from which it was easier to continue the escape.

CZ. SOBECKI

Copyright © for the Polish translation by Mariusz Winiecki